Ciemna strona partii

Walka o prawa lokatorów nie leży w interesie żadnej partii politycznej. Toteż żadna nie jest zainteresowana rozwojem mieszkalnictwa komunalnego i socjalnego. Przez ostatnie 30 lat doszło do wielu tragedii związanych z eksmisjami na bruk. Niemały w tym udział mieli politycy. Nowelizowali oni tak prawo aby pozwoliło się rozwijać firmom deweloperskim kosztem społeczeństwa. Dzięki temu mamy obecnie kwitnące mieszkalnictwo spekulacyjne. W Krakowie jest aż 60 tysięcy pustych mieszkań. Właściciele traktują je jako lokatę kapitału, nie chcą ich wynajmować. Głód mieszkaniowy rośnie, a wraz z nim patorynek mieszkalny. To politycy swoimi działaniami do tego doprowadzili. Jedne partie polityczne udają, że problemu nie widzą inne udają, że los lokatorów leży im na sercu. Tylko żadna nie chce tego negatywnego społecznie procesu przerwać. Bo jak sam Piotr Ikonowicz podkreśla posłowie czy senatorowie mają po kilka lokali mieszkalnych, więc nie będą na siebie nakładać ograniczeń. Dziwi mnie bezkrytyczna postawa części warszawskiego środowiska lokatorskiego wobec jednej z partii politycznych. Ramię w ramię z politykami tejże partii (będącej opozycją w Radzie Warszawy) postanowiła działać na rzecz m.in. zmiany polityki mieszkaniowej. Swoimi działaniami niestety uwiarygadniają tychże polityków. Prezentują ich w oczach opinii publicznej jako „obrońców” lokatorów. Warto przypomnieć! Z buńczucznych zapowiedzi ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry o rozliczeniu ludzi uwikłanych w reprywatyzacje nic nie wyszło. Komisja Weryfikacyjna i śledztwa toczone w tej sprawie miały przynieść jedynie cel polityczny jakim było m.in. wypromowanie Patryka Jakiego na urząd prezydenta Warszawy. Życie w polsce wygląda jak walka o przeżycie każdego dnia. Tylko nie dla polityków. Oni żyją jak pączek w maśle. Jak tacy ludzie, obojętnie z jakiej są partii mogą być dla nas wiarygodni? Nie wystarczy powołać taką czy inną komisję, wznowić śledztwa i udawać, że sprawy zostaną wyjaśniona. Deklaracje polityków są tak wiarygodne jak ich działania. Niestety nie pierwszy raz słyszymy od nich, że pochylają się nad naszym losem. Żadna, ale to żadna partia polityczna nie zmieniła nic w życiu najuboższych! Ba! Jeszcze je pogorszyła! Nieżyjąca była minister budownictwa Barbara Blida jest autorką wpisania do prawa lokatorskiego eksmisji 30 lat temu.

„Główną autorką ustawy z 1994 roku była ówczesna minister budownictwa Barbara Blida. Celem ustawy, było oddanie sprawy orzekania o eksmisję całkowicie w ręce sądów. Ustawodawca zakładał, że sądy będą każdorazowo badać dokładnie sytuację osób, którym eksmisja groziła i orzekać czy należy się lokal socjalny czy nie. To myślenie okazało się mocno życzeniowe. Sądy decyzje o eksmisji podejmowały taśmowo – bez względu na to, kto miał eksmisji podlegać” – możemy przeczytać na stronie rigcz.pl.

Czy któryś z polityków chciał zmienić to nieludzkie prawo? Jedynie złagodzono jego skutki w postaci wyrzucania zadłużonych lokatorów do zapchlonych i zgrzybiałych lokali tymczasowych. Stamtąd właściciel rękoma swoich goryli może już wyrzucić prosto na ulicę, a tam już czeka bezdomność a potem śmierć (często na mrozie). Czy przez lata widziano jakiegoś polityka w takich miejscach? To nie presja radnych, posłów, urzędników, ale ruchów lokatorskich zamknęła z końcem 2016 roku hotel robotniczy przy ulicy Przeworskiej 1 na warszawskim Grochowie. Było to przez osiem lat miejsce hańby i wstydu dla władz miasta. Takie osoby jak właścicielka owego „przybytku dobrej nadziei” przy Przeworskiej mogą robić biznesy na ludzkiej tragedii dzięki politykom. Mimo tego doświadczenia część warszawskiego ruchu lokatorskiego została kupiona przez tanie chwyty jednej z partii politycznych. Skutkiem tego jest to, że stracił sprawczość i autentyczność. Proces prywatyzacji i spekulacji mieszkaniami trwa w najlepsze, program rządowy mający polepszyć dostępność do mieszkania był źle pomyślany i jeszcze fatalniej zrealizowany. Część polityków wykorzystała dramat lokatorów do własnych celów. Po przegranej nadal udaje obrońców najsłabszych warszawiaków. Były poseł i radny dzielnicy Pragi Północ ponownie został wybrany na burmistrza tej dzielnicy. Dekadę temu pełnił tą samą funkcję. Nie zatrzymał pogarszającego się stanu kamienic komunalnych na Pradze Północ, bardziej był zajęty walką o nazwy ulic w stolicy niż losem lokatorów. Niestety niektóre działaczki i działacze lokatorscy w tym polityku upatrują nadzieję na zmiany w polskim mieszkalnictwie. To przykład i ostrzeżenie, że wchodzenie w układy czy sojusze z politykami przynoszą cel odwrotny od zamierzonego. Nie jest argumentem przemawiającym za przymierzem z taką czy inną partią, że jedna z nich odegrała mniejszą lub większą rolę w reprywatyzacji. Każda dołożyła do tego procederu swoją cegiełkę. Szkoda jak niektórzy walczący od lat z niesprawiedliwą polityką mieszkaniową tego nie rozumieją. I jest jeszcze jedna sprawa. Reprywatyzacja to nie afera nakręcona przez taką czy inną partię. To realny problem, to realny dramat tysięcy lokatorów wyrzuconych z domów ponieważ bandyci w białych kołnierzykach mieli ochotę na ich kamienice.

Robert