1 marca, jutro minie czternaście lat od zamordowania Jolanty Brzeskiej w Lesie Kabackim. Brzeska najpierw z mężem Kazimierzem (zmarłym w grudniu 2007 roku) a potem samotnie walczyła z pseudospadkobiercami kamienicy przy Nabielaka 9 w Warszawie, Markiem Mossakowskim i Hubertem Massalskim, o cztery kąty dla siebie. Pozostawiona sama sobie przez instytucje państwowe walczyła z miastem wraz z osobami (w takiej samej sytuacji, co ona) należących do Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów o prawo do lokalu. Jej zabójstwo dokonane we wtorkowe zimowe przedpołudnie sprzed czternastu laty nie tylko nie wywołało powszechnego oburzenia opinii publicznej, ale nie zatrzymało procesu reprywatyzacji w stolicy.
Ta historia jest ciągiem zdarzeń związanych z polityką mieszkaniową jaką mamy od lat w polsce. Prywatyzacja budownictwa mieszkaniowego przyczyniła się do spadku poziomu życia. Wzrosły nierówności społeczne, spadła dostępność do mieszkań dla osób o niższych dochodach ponieważ nie buduje się mieszkań komunalnych, spółdzielczych i socjalnych. Mamy za to patologię mieszkaniową, nikt tego nie chce przerwać, tak jak władze Warszawy nie chciały zatrzymać reprywatyzację.
Co więcej ten stan rzeczy uważany jest za normalny przez większość polskiego społeczeństwa i mediów. Warto przypomnieć, że wielu dziennikarzy reprywatyzacji długo nie chciało widzieć. Stworzyli klimat do okradania warszawskich lokatorów z ich mieszkań w imię rzekomego przywracania prawa własności. Podobny klimat tworzą wokół bloków spółdzielczych. Niektórzy „znawcy” przebąkują o potrzebie wyburzania domów z wielkiej płyty. Piszą o młodych, którzy nie chcą się wyprowadzić od rodziców. Pytanie tylko dokąd mają się przenieść? Bo chyba nie pod most czy na ulicę? Na to jednak dziennikarskie tytany intelektu nie potrafią udzielić odpowiedzi. Tak jak nie są w stanie przyznać, że brak tanich mieszkań przyczynił się w sporym stopniu do spadku dzietności w polsce.
Kryzys mieszkaniowy to intratny interes dla deweloperów i rentierów. Wywołanie głodu mieszkaniowego to również interes banków, które udzielają kredytów hipotecznych. Mamy posłów mających po kilka mieszkań. Skoro tak jest, to jak państwo ma nas bronić przed typami typu Mossakowski czy Massalski z którymi Jolanta Brzeska musiała się mierzyć? Państwo nas nie broni i nie będzie bronić przed oszustami, którzy szukają sposobu na zysk naszym kosztem. Mieszkalnictwo społeczne w polsce leży, a poprawy nie widać. Właśnie dlatego tak się dzieje, że politycy sami są beneficjentami takiego stanu rzeczy. Jedyną drogą przeciwdziałania tej patologii jest reagowanie, zrzeszanie się w ruchy oporu przeciw praktykom właścicieli, administratorom budynków.
Dobrym przykładem są stowarzyszenia lokatorskie czy oddolne działania mieszkańców. Kilka lat temu na warszawskim Ursynowie mieszkańcy bloków spółdzielczych weszli w konflikt ze swoimi rządami. Efektem wspólnej walki lokatorskiej przeciw samowolnym i niepodpartym żadnymi przesłankami merytorycznymi decyzje zostały odwołane. Tamtejsze zarządy w niektórych przypadkach zostały odwołane a ich prezesi wymienieni. Można? Można! Tylko trzeba wyjść poza bańkę komfortu jakim jest poczucie, że płacenie czynszu w terminie skutkuje bezproblemowym mieszkaniem. Będziemy się przekonywać o tym coraz częściej. Deweloperzy i rentierzy będą dalej szukać kolejnych sposobów na zarabianie na naszej potrzebie posiadania własnego kąta. Rząd natomiast chcąc uchylić im nieba w postaci dotacji dążyć będzie do pogłębienia kryzysu mieszkaniowego. W przypadku kiedy deweloper nas oszuka zostawiając po sobie dziurę w ziemi po niedoszłej do skutku budowie bloku, gdzie miało być nasze wymarzone mieszkanie, państwo oraz jego instytucje są zawsze bezradne. A my zostajemy z kredytem na lata. Dobrze widać na kogo mogą liczyć dziś lokatorzy. Tylko na siebie w zderzeniu z obojętnością państwa, bezwzględnym zyskiem deweloperów i prywatnych właścicieli. Jolanta Brzeska stawiła tym siłom opór, zapłaciła za to własnym życiem. Taki jest obraz polski po 1989 roku. Los wielu lokatorów wpisuje się w ten obraz.
Robert
Artykuły publikowane w kategorii Wpisy autorskie i ze stron osobistychsą pisane przez pojedyncze osoby i nie zatwierdzane przez całą grupę.Cenimy sobie różnorodność w anarchizmie i we własnej grupie i uważamy,że są warte publikacji niezależnie od tego, że z pewnością nie zawszekażdy w kolektywie zgadza się ze wszystkim, co piszą inne osoby z grupy.