Listonoszy nie ma i nie będzie

W przyszłym roku odejdą kolejni listonosze, jeśli nie na emeryturę to zrezygnują bo będą mieli dosyć warunków zatrudnienia jakie panują na Poczcie Polskiej. Zostaniemy w pewnym momencie bez możliwości wysyłania listów, przesyłek czy paczek. Nie pomoże automatyzacja czy informatyzacja PP. To jak funkcjonuje narodowy operator pocztowy jest kwintesencją 33 lat zadowolonych z siebie kolejnych zarządów z ulicy Świętokrzyskiej.

Zaniedbania, błędy wobec pracowników Poczty Polskiej mszczą się niestety na nas. Cierpliwość pocztowców dawno się wyczerpała. Nikt nie przyjdzie na ich miejsce. Bo i po co? Listonosze są przeciążeni pracą, którą muszą wykonywać za tych, co się nie zatrudnili. Nawet Główny Urząd Pocztowy w Warszawie (przy ulicy Świętokrzyskiej) nie ma tylu pracowników aby obsłużyć wszystkich klientów. Tam okienka zakrywają jedynie pułki z prawicowym wypocinami, czasopismami czy innymi cudami „pasujące” do poczty. Ludzie są wściekli, że mało urzędów pocztowych i mało pracowników. Trudno im się dziwić. Przesyłki priorytetowe idą… Właśnie idą bardzo długo, a powinny dotrzeć do adresata w ciągu 24 godzin. Zapaść w usługach pocztowych panuje od lat. Nie da się wszystkiego wysłać przez prywatne firmy kurierskie czy internet. Nikt z polityków (takiej czy innej opcji) nie zmieni bo nie chce, a winą obarczy się jak zawsze mitycznych wrogów narodu. Tak od lat tłumaczy się wszystkie niepowodzenia jakie przyniosła transformacja.

Praca na poczcie powinna być dobrze opłacana jak wszystkie wykonywane prace w usługach publicznych. Kłopoty z brakiem pracowników dopiero się zaczęły w tym segmencie naszego życia powszedniego. Na razie pozostaje problem nierozwiązany. Od czasu do czasu przedstawiany jest problem z funkcjonowaniem Poczty Polskiej przez media w tonie głupkowatych recenzji tego, jak funkcjonuje. W takie samej narracji opisywane jest również funkcjonowanie np. PKP czy służby zdrowia. Niczego nie wnoszą do dyskusji o problemach panujących w usługach publicznych. Kiedyś padały pomysły prywatyzacji PP. Gdyby do niej doszło, to od dawna już by jej nie było. Nadal są tacy „mądrzy” ekonomiści i politycy dla których problemy poczty są do rozwiązania jedynie przez prywatyzację. Listonosze są zmęczeni, zirytowani nie tylko swoją sytuacja finansową i warunkami pracy. Zawód który wykonują uległ dewaluacji w oczach społeczeństwa. Urzędnicy i urzędniczki na poczcie są przemęczeni i spotykają się z coraz większą agresją ze strony klientów i mobbingiem ze strony przełożonych.

Prezes Poczty Polskiej Krzysztof Falkowski głosi wszem i wobec, że obecne braki kadrowe są tylko chwilowym problemem. Zadowolony z siebie wmawia nam przez media, że nasze listy i przesyłki docierają do adresata na czas. Nikt z polityków nie chce ratować poczty i nie ma pomysłu na naprawę panującej tam sytuacji. Nie cieszmy się z powodu ewentualnego końca PP. To będzie sygnał dla władzy, że można resztę usług publicznych pchnąć do sfery prywatnej doprowadzając do upadku kolejnych jej częsci. Takie świadome działania spowodują jeszcze większe rozwarstwienie i konflikty społeczne.

Robert